Bieg Wisły – w biegu na 10 km godzina już mnie nie dogania :)

W sobotę 23.05 wzięłam udział w V Biegu Wisły. To był bardzo przyjemny bieg – piękna przyroda i do tego zaczęłam nabierać pewności, że godzinę w biegu na 10 km pożegnałam na dobre 🙂

Bieg rozpoczął się z opóźnieniem, o godz. 11:00. Planowy start miał być o godzinie 10:30, jednak dużo osób przyszło już po godz. 10:00 i nie udało się wydać wszystkim pakietów przed pierwotną godziną startu. Na linii startu stanęło ok. 1000 biegaczy. Sygnał do startu dał zastępca prezydenta miasta st. Warszawy Jarosław Jóźwiak wraz z Komendantem Komisariatu Rzecznego Policji mł. insp. Markiem Gago oraz Prezesem Sekcji Strzeleckiej LEGIA Robertem Matrackim.

Start był zlokalizowany na 517 km Wisły, na wysokości kolektora burzowego, po prawej-praskiej stronie. Trasa prowadziła początkowo na północ w stronę Mostu Grota Roweckiego, następnie była zmiana kierunku po dość długim łuku i bieg w kierunku południowym, pod Mostem Gdańskim, a następnie Śląsko-Dąbrowskim. Kanał Portu Praskiego pokonać trzeba było mostem pontonowym, rozstawionym specjalnie na ten bieg.  Dalej biegliśmy kolejno pod Mostem Świętokrzyskim, Średnicowym i Poniatowskim. Linia mety znajdowała się na plaży przed Mostem Łazienkowskim. Trasa liczyła ok. 10 km – mój zegarek pokazał 9,41 km. Nie było oficjalnego pomiaru czasu. Udział w biegu był bezpłatny.

Na bieg pojechaliśmy razem z Bratem nr 1 najpierw tramwajem, a potem rowerami Veturilo, które wypożyczyliśmy ze stacji znajdującej się w pobliżu wejścia do warszawskiego ZOO. Organizatorzy zapewnili taką możliwość – w miejscu startu czekała polowa stacja rowerowa, gdzie można było zostawić rower. Przejechaliśmy w ten sposób ok. 1,5 km.

Stacja standardowa vs stacja polowa rowerów systemu Veturilo
 

Dotarliśmy na miejsce tuż przed 10:00. Nie było wtedy jeszcze dużych kolejek, stopniowo przybywało jednak biegaczy i żeby wszyscy spokojnie odebrali numery i pakiety startowe Organizatorzy zdecydowali się na opóźnienie startu. Przynajmniej był czas, żeby zrobić zdjęcia z widokiem na Wisłę 😉

 
Centrum Warszawy było widać jak na dłoni 😉
 
W pakiecie startowym był numer startowy, izotonik Powerde, dwie koszulki – bawełniany pamiątkowy T-shirt oraz koszulka techniczna bez rękawów od PZU. Depozyt był mobilny – znajdował się w… ciężarówce Star, ponieważ start i meta biegu znajdowały się w innym miejscu.
 
Trasa biegu tuż nad Wisłą była bardzo przyjemna. Nawet nie wiedziałam, że nad Wisłą od praskiej strony jest taka piękna ścieżka spacerowo-rowerowa. Polecam Wam wybrać się nią na spacer.
 
Założenie na ten bieg miałam proste – pobiec poniżej godziny. Skoro udała mi się już raz ta sztuka, to chciałam to powtórzyć. Start jak zwykle miałam wolniejszy, jednak w okolicy miejsca startu, które mijało się po drodze (czyli po ok. 3 km), zegarek zaczął pokazywać średnie tempo poniżej 6:00 min/km. Udało mi się utrzymać je do końca 🙂 Na mecie miałam czas 55:12 przy średnim tempie 5:52 min/km. A to oznacza, że gdyby trasa liczyła 10 km, to zapewne pobiłabym swoją życiówkę z Biegu OSHEE na OWM 2015 (00:59:14) i miałabym czas 58:40 🙂 Żegnaj go(a)dzino!;)
 
Po drodze liczyłam sobie w myślach mosty i odliczałam  – jeszcze 5, jeszcze 4, jeszcze 3… itd. Dobrze, że nie był to o jeden most za daleko i dałam radę 😉 Trochę dziwne uczucie miałam, gdy przebiegałam pod mostem Średnicowym, gdy przejeżdżał im pociąg. W końcu nade mną przetaczało się tyle ton żelastwa i nie dokonywało się to w ciszy 😉
 
Na mecie czekały piękne medale w kształcie kotwicy oraz woda. Dzięki sponsorom nie zabrakło nagród dla najstarszego i najmłodszego uczestnika biegu, 82-letni Tadeusza Andrzejewskiego oraz 9-letniego Maxa Kucińskiego. Dodatkowo prowadzony był konkurs na najciekawszy strój związany tematycznie z Wisłą. Była m.in. syrenka 🙂 
 
Pogoda dopisała, trochę kropiło w czasie biegu, ale trasa w większości prowadziła pod drzewami, które osłaniały przed deszczem. Trochę zmokłam, ale nie było mi zimno 🙂
 
 Z medalem. Kotwica zdobyta 🙂
 
Medal z Sopotu też załapał się na sesję na plaży. Przyszedł do mnie pocztą, więc wcześniej nie miał okazji posmakować piachu 😉
 
Medal z PKO Półmaraton Sopot
 
Do domu wróciłam także rowerem Veturilo po krótkim spacerze z linii mety do stacji rowerowej pod Mostem Poniatowskiego, dorzucając 12 km do dobiegającego właśnie końca European Cycing Challenge 🙂
 
Widok na Wisłę z Mostu Poniatowskiego
 
Gdy szliśmy z Bratem wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego było mi trochę zimno, zrobiłam więc sobie ze swojego komina-chusty… czapeczkę 🙂 Polecam Wam takie kominy – mają wszechstronne zastosowanie – mogą służyć jako szalik, jako czapka, jako kominiarka, czy też „frotka” do ocierania potu z twarzy… Można go mieć przy sobie po prostu oplątując wokół nadgarstka. Jest lekki, więc nie przeszkadza w trakcie biegu.
 
Bardzo chętnie wrócę na trasę Biegu Wisły za rok 🙂
 
  

Zawody biegowe: PKO Półmaraton Sopot – najbardziej kolorowy i wesoły bieg, w którym brałam udział :)

Z Sopotu wróciłam bez życiówki, bez medalu i w dodatku meldując się na mecie jako ostatnia, ale to właśnie podczas tego biegu usłyszałam: „Jesteś najlepsza!” 🙂

Pakiet startowy na PKO Półmaraton Sopot, który odbywał się 02.05 wygrałam w konkursie na Facebooku. Miała pojechać ze mną Przyjaciółka. To miał być taki majówkowy babski weekend. Niestety, nie mogła mi towarzyszyć. Wyjazd stanął pod znakiem zapytania. Wtedy dowiedziałam się, że pakiety startowe na ten bieg wygrały także inne blogerki: Magda FlyingShoes, Magda LenaBiega i Iza Fit Fighterka. Postanowiłam więc zapytać, czy nie przygarną mnie do swojej ekipy. I ku mojej wielkiej radości, zgodziły się 🙂 Towarzyszyła nam jeszcze Ania La vida es mentolada, która nie biegła, za to była naszą Kibicką nr 1 🙂

Dziewczyny wykupiły bilety na Polski Bus jeszcze zanim się z nimi umówiłam. Kiedy chciałam kupić bilet, nie było już miejsc na poranne kursy. Żeby nie tracić za dużo czasu, do Sopotu pojechałam Pendolino. Bardzo komfortowa podróż, 3h i jesteś nad morzem, tylko bilety mogłyby być tańsze 😉

Jednak tak zaplanować podróż, to chyba tylko ja potrafię 🙂 Kupowałam sobie miejsce od okna a okazało się że miałam od korytarza. Żeby było jeszcze lepiej, to pociąg jechał do Gdyni a nie, jak niesłusznie zakładałam, tylko do Gdańska (skąd mi się to wzięło to nie wiem) i zatrzymywał się na stacji Sopot, gdzie docelowo miałam wysiąść. To tylko 10 min jazdy więcej, a ja musiałabym w Gdańsku wysiąść, żeby się przesiąść do SKM 🙂 Zorientowałam się w swojej pomyłce jeszcze na dworcu w Warszawie, pytałam więc pana w informacji, czy mogę jakoś dopłacić, żeby dojechać do Sopotu bez przesiadki w Gdańsku, ale już nie było czasu na przebukowanie biletu. Poszłam jednak do kierownika pociągu i okazało się, że mogę na tym bilecie dojechać do Sopotu. A i tak siedziałam pod oknem 🙂 Pani, która jechała z córeczką miała 2 miejsca pod oknem, jedno za drugim i chciała się ze mną zamienić, żeby mogła siedzieć razem z dzieckiem. Numeracja siedzeń w Pendolino ma swoją własną logikę i numery po kolei nie są obok siebie, np. 12 jest obok 18, 13 nie ma wcale. Podobno to numeracja z pociągów z przedziałami. Ale po co? Gdybyście się wybierali w podróż z kimś jeszcze i chcieli siedzieć obok niego, to uważajcie na numerki 🙂

 
Pierwsza podróż naszym TGV zaliczona 😉
 
W efekcie wyboru różnych środków transportu, spotkałyśmy się z Dziewczynami dopiero na miejscu w Sopocie. Piątek upłynął nam pod znakiem dobrego jedzenia, moknięcia w deszczu (dopiero po południu wyjrzało słońce), nabijania pieszo wielu kilometrów, odbioru pakietów startowych i Pasta Party w Ergo Arena, gdzie było biuro zawodów i robienia setek zdjęć.

Niestety, moje zdjęcia wcięło 🙁 Właśnie to odkryłam i zrobiło mi się smutno 🙁 Tyle pięknych i radosnych chwil… Nie wszystkie zdjęcia wrzucałam na Facebooka. Od jakiegoś czasu szwankuje mi karta pamięci w telefonie. Chyba najwyższa pora zrobić z nią porządek! Na szczęście część zdjęć udało mi się ściągnąć od Dziewczyn 🙂

 Gofry najlepiej smakują nad morzem 🙂
Ja, Iza, Ania i dwie Magdy
 
 
Biegamy 🙂
 
 
 Tworzyłyśmy bardzo kolorową i wesołą ekipę 🙂
 
Wyjazd blogerski, więc selfie musi być 🙂
  
  
 Pozujemy pod ERGO Areną. W środku Projekt Marcel.

Piątek minął szybko, wróciłyśmy do domu wieczorem, trzeba było się więc szybko kłaść spać, żeby mieć siły na rano.

 
 

W sobotę rano wystroiłyśmy się w tiulowe spódniczki 🙂 Każda z nas wybrała inny kolor, bo im bardziej kolorowo, tym lepiej 😉

 
Nasze stroje przyciągały uwagę, ale też wywoływały uśmiech na twarzy kibiców i przechodniów.

Wszystkie pobiegłyśmy dla 18-letniej Magdy, która urodziła się ze złożoną wadą serca i zbiera pieniądze m.in. na operację wszczepienia bioprotezy zastawki. W ramach charytatywnych akcji prowadzonych w trakcie wielu imprez biegowych sponsorowanych przez PKO Bank Polski można pobiec dla osób takich jak Magda, które potrzebują pieniędzy na leczenie. Żeby to zrobić wystarczy pobrać przed biegiem kartkę z napisem „biegnę dla…” we wskazanym wcześniej miejscu i wpisać się na listę. Warunkiem wypłaty świadczenia przed Fundację PKO BP jest udział w akcji określonej liczby osób. Dlatego nie wahajcie się biec z białą karteczką na plecach 🙂 Informacje o bieżących wydarzeniach można znaleźć na fejsbukowej stronie akcji PKO Biegajmy Razem.

Wszystkie pobiegłyśmy dla 18-letniej Magdy

 

Biegłyśmy razem przede wszystkim dla zabawy i chciałyśmy zrobić życiówkę dla Magdy (Lena Biega), która miała czas ok. 2:30. Zaczęłyśmy w tempie 6:10 min/km. Chyba jednak za dużo skakałyśmy i od 10 km Lenie kolano odmówiło posłuszeństwa. Musiałyśmy znacznie zwolnić, żeby na koniec (od 17 km) po prostu maszerować. Zamykałyśmy cały bieg, musiałyśmy nawet uciekać przed quadem z sędzią ;). Na koniec dołączyła do nas Ania, nasza dzielna kibicka i zaplecze logistyczne w jednym. Rano było dość chłodno, poubierałyśmy więc bluzy, koszulki z długim rękawem. W biegu jednak było nam ciepło i po drodze się z nich rozbierałyśmy a Ania to wszystko dzielnie nosiła.

Na ostatniej prostej Lena mimo bólu zmusiła się do ostatniego wysiłku i cała nasza piątka wraz z Anią wbiegła na metę trzymając się za ręce 🙂 Girl power!

 
Na mecie 🙂

 

Tyle braw, okrzyków radości i dopingu nie zebrałam jeszcze nigdy! Do tej pory na samo wspomnienie robi mi się wesoło i ciepło na sercu.

Na metę dotarłyśmy z czasem 2:43 (czyli zważywszy na okoliczności z wcale nie takim złym wynikiem) i niestety tu spotkało nas niemiłe zaskoczenie – okazało się że nie ma dla nas medali!:( Organizatorzy nie przewidzieli, że na koniec zapisze się jeszcze kilkaset uczestników. W efekcie zabrakło medali dla kilkunastu osób. Zapewniono nas, że medal przyjdzie pocztą, ale niedosyt pozostał. W końcu każda z nas miała marzenie o zdjęciu z medalem na plaży 😉

Ale jak Ci nie dadzą medalu na mecie, to zawsze możesz go sobie narysować ;P

  Medal tymczasowy z Sopotu
 
Medali zabrakło, ale humory dopisywały, bo atmosfera podczas biegu była wspaniała. Na trasie świetni kibice, zebrałyśmy z milion uśmiechów :), przybijałyśmy piątki i naładowałyśmy się pozytywną energią! Do tego słońce 🌞, morze i plaża 🙂

Medali nie było, ale za to była pizza, też okrągła 😉

Pizza po półmaratonie smakuje najlepiej ;P
 
Dziewczyny zostawały w Sopocie jeszcze jedną noc, ja zdecydowałam się wracać w sobotę wieczorem. W takim towarzystwie czas płynął szybko. Żałuję, że nie starczyło czasu żeby wejść na molo. Przyznaję, że nawet myślałam o tym, żeby zostać z nimi, ale bilet na Polski Bus miałam już wykupiony, trzeba się było więc zbierać do domu.
 
Pamiątka z Sopotu
 
I wróciłam do domu bez medalu, za to z garścią pięknych wspomnień. I muszelek 🙂

Jeszcze raz dziękuję Dziewczynom Lena Biega La vida es mentolada FlyingShoes i Fit Fighterka za wspaniały weekend! Jesteście the best! ♥ :*

 
PS. A medal przyszedł pocztą 🙂
 

 

Liebster Award, czyli jak zostałam nominowana…

Siedzę sobie grzecznie przy komputerze i piszę nowego posta, a tu pach! Dostaję nominację od Zakochanej w bieganiu Małgosi. Nie byle jaką nominację, bo do Liebster Award!

 
fot. ściągnięte z bloga www.zakochanawbieganiu.pl

Cóż to takiego jest? Blogerką jestem właściwie od niedawna i przyznaję się bez bicia, nie widziałam co to jest. Poza tym, że w nazwie stoi „award” a to znaczy nagroda, czyli domyśliłam się, że to coś miłego 🙂

Na szczęście Wujek Google wszystko wie i przyszedł z pomocą: „Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

No i tu pojawił się mały kłopot – bo na pytania Małgosi za chwilę odpowiem, ale nominować inne blogi, z mniejszą ilością obserwatorów? To już jest wyzwanie, bo spośród blogów które znam chyba wszystkie mają więcej obserwatorów niż ja! 😉 No cóż, trzeba będzie nieco nagiąć zasady 😉

A teraz kolej na pytania Małgosi i oczywiście odpowiedzi…

1. Co Ci daje szczęście?
Może to banalne, ale szczęście daje mi spędzanie czasu z moją rodziną – moim Mężem i moimi Synkami. Patrzenie jak dzieci się rozwijają, jak się zmieniają, jak uczą się nowych rzeczy daje mi dużo radości i satysfakcji. Jestem spełnioną mamą, choć daleko mi do bycia mamą idealną. Podobnie jeśli chodzi o bycie idealną panią domu 😉 Staram się szczęście znajdować w zwykłych rzeczach – że zdrowie dopisuje, że świeci słońce, że jest tęcza, że znalazłam czterolistną koniczynkę, że obiad udał mi się lepiej niż zwykle, że ktoś mi pomógł, gdy wsiadałam z wózkiem do tramwaju, że mi kierowca autobusu nie zwiał sprzed nosa, że Synek namalował dla mnie rysunek, że Mąż kupił kwiaty, że jest piękny zachód słońca… dużo można by wymieniać. W życiu piękne są tylko chwile, ale od nas zależy ile ich będzie. Jasne, zdarza mi się marudzić, złościć, narzekać, czasem płakać z bezsilności…  Ale kiedy widzę, że zaczynam za bardzo zrzędzić to sobie sama żółtą kartkę wystawiam. Staram się skupiać na tym co dobre. Różnie mi to wychodzi, ale pracuję nad tym 😉

2. Co Cię popchnęło do wykonania Twojego pierwszego kroku biegowego?
Przede wszystkim była to chęć poprawy kondycji i zrzucenia zbędnych kilogramów, minimum 10, a najlepiej 15 😉 Bieganie wydało mi się najlepszym sposobem, bo chodziło o to, żebym mogła trenować kiedy chcę (czyt. mogę), a nie o wyznaczonej grafikiem fitness klubu godzinie. Elastyczność była dla mnie bardzo istotna, bo kiedy zaczęłam biegać byłam mamą karmiącą. Tak się zaczęło. Waga spadła o 10 kg, teraz kolej na te 5, ale tak się skubane przykleiły, że się nie chcą ze mną rozstać. Ale mam już na nie sposób i na pewno je jeszcze wygonię. Tzn. wybiegam 😉

3. Co Cię motywuje do biegania lub innych uprawianych przez Ciebie dziedzin sportu?
Bieganie stało się dla mnie po prostu sposobem na spędzanie wolnego czasu. Kwestia wyglądu nadal jest ważna, ale nie jest kluczowa. Czas biegania to jest mój relaks, czas na przemyślenie różnych spraw, na delektowanie się kontaktem z naturą, na złapanie dystansu do szarości dnia codziennego. Starty w zawodach to wielka dawka pozytywnych emocji i radości.

4. Tutaj zrób sobie przerwę :)
Uff, to sobie zrobiłam 😉

5. Twoje ulubione miejsce – do którego powracasz.
Morze, najbardziej to nasze polskie. Dużym sentymentem darzę Gdynię, w ogóle Trójmiasto. Woda może i zimna, ale ze mnie i tak pływak niezbyt mocny, za to plaże są piaszczyste, można spacerować boso 🙂 I jak już wejdę do wody, to mnie sól nie szczypie w oczy 😉 Wakacje bez wizyty nad morzem się nie liczą 😉

6. Góry czy morze?
Jw. 🙂 Hehe, załatwiłam 2 pytania za jednym zamachem;) Góry też są piękne i w tym roku planuję się wybrać nie tylko nad morze, ale i w góry. Bieganie w górach (po górach) to moje marzenie 😉 Problem taki, że wakacje zwykle za krótkie żeby pojechać i tu, i tu. Z małymi dziećmi w góry trudniej się wybrać, ale Synek nr 2 już coraz większy i coraz lepiej znosi podróże.

7. Twoje ulubione motto życiowe :)
Patrz pkt 1 🙂 W życiu piękne są tylko chwile. Trzeba jednak się starać, żeby tych chwil było jak najwięcej i skupiać się na tym co dobre. I jeszcze lubię stwierdzenie, że „wyżej d… nie podskoczysz” 😉 Czasami tak jest, że czegoś przeskoczyć się po prostu nie da, ale zawsze można spróbować to obejść 😉 Lub po prostu się z tym pogodzić i żyć dalej 🙂

8. Co byś zmienił/zmieniła w swoim życiu?
Chętnie zmieniłabym mieszkanie na większe 🙂 I chciałabym się wysypiać, na razie wciąż za późno chodzę spać 😉

9. Za co lubisz swojego bloga?
Za to że mogę utrwalać radosne chwile ze swojego życia. I za to, że dzięki niemu poznaję nowych ludzi.

10. Jaki jest Twój ulubiony gatunek muzyczny?
Nie mam jednego ulubionego. Lubię rock, pop, chillout, muzykę klasyczną – wszystko zależy od nastroju 🙂

11. Jak znosisz porażki ?
Hmm… chyba dawno nie doznałam porażki… Myślę, że to zależy jakiej dziedziny życia dotyczą. Nad niektórymi przechodzę do porządku dziennego, nad innymi rozpaczam. Z każdej wyciągam wnioski i naukę na przyszłość.

Nie lubię łańcuszków, a ta zabawa mi trochę jednak łańcuszkiem pachnie i najchętniej nikogo bym nie nominowała, ale jak się bawić, to się bawi! Może się na mnie nie poobrażacie – pamiętajcie, że to mimo wszystko jest nagroda! ;P

Oto moje pytania:
1. Od jak dawna blogujesz?
2. Dlaczego blogujesz?
3. Dlaczego biegasz?
4. Od jak dawna biegasz?
5. Co oprócz biegania lubisz robić w wolnym czasie?
6. Czy wolisz biegać sam, czy w towarzystwie?
7. Twój największy biegowy sukces?
8. Twoje biegowe marzenie?
9. Ulubiony dystans biegowy?
10. Czy liczysz kilometry, które przebiegasz?
11. Czy czytasz mojego bloga? ;P

Do zabawy nominuję:
1. MarcinBiega http://marcinbiega.blogspot.com
2. With a SMile www.withasmile.pl
3. Zabieganna http://zabieganna.blog.pl
4. BIEGomania https://www.facebook.com/biegdoszczescia
5. W nogi! Czyli rzecz o bieganiu http://wnogi.blog.pl
6. Lena Biega http://lenabiega.blogspot.com/
7. FlyingShoes: http://www.flyingshoes.pl/
8. FitFighterka: http://fitfighterka.blog.pl/
9. La vida es mentolada: http://www.lavidaesmentolada.blogspot.com/
10. O co mi biega? http://www.ocomibiega.pl/

Narodowe Święto Biegania: Orlen Warsaw Marathon, czyli jak rozprawiłam się z godziną na 10 km

Plan na ten bieg był jeden – złamać 1 h. Udało się! 🙂


Orlen Warsaw Marathon to zgodnie z zapowiedziami Organizatorów trwające dwa dni Narodowe Święto Biegania. Miasteczko biegowe zlokalizowane na błoniach Stadionu Narodowego imponowało rozmiarem.

Miasteczko biegowe na Orlen Warsaw Marathon
 
Główną imprezą był oczywiście bieg maratoński (42,195 km), ale dla biegaczy jeszcze nie gotowych na zmierzenie się z królewskim dystansem przewidziany został Bieg OSHEE (10 km). Ba! znalazło się nawet coś dla początkujących czy też nie mających z bieganiem nic wspólnego – charytatywny marszobieg (4,6 km).
 
Zanim 26.04 wystartowałam w biegu na 10 km, dzień wcześniej wzięłam wraz z moją Przyjaciółką w charytatywnym marszobiegu. Całą trasę z Pl. Zamkowego na błonia Stadionu Narodowego pokonałyśmy marszem, bo Gosia (jeszcze;P) nie biega. Mówi, że na razie się nie przekonała… Za to często występuje w roli mojego kibica 🙂 Na udział w marszobiegu wcale nie musiałam Jej długo namawiać 😉
 
Start marszobiegu na Pl. Zamkowym
 
Meta majaczy w oddali…
 
Na trasie i na mecie
 
 W marszobiegu wzięło udział 11 000 uczestników
 
Takich osób jak my było 11 000. Każdy uczestnik to pomoc w wysokości 10 PLN przeznaczona na rzecz potrzebujących dzieci, wspieranych m.in. przez Fundację ORLEN Dar Serca. Fajnie że robiąc coś dobrego dla siebie (w końcu ruch to zdrowie) można jednocześnie zrobić coś dobrego dla innych. Win-win 🙂

Po marszobiegu odwiedziłyśmy miasteczko biegowe. Co prawda pakiet startowy na Bieg OSHEE odebrał wcześniej mój Brat nr 1, który także brał w nim udział, ale i tak miałam co robić. Expo składało się z wielu stoisk z ofertą dla biegaczy – od butów, przez stroje i akcesoria, po zdrowe jedzenie i odżywki. Na jednym z takich stoisk miałyśmy okazję spotkać Beatę Sadowską i poprosić o autograf w naszych książkach „I jak tu nie jeść!”. Wiedziałam że Beata będzie podpisywać tego dnia książki, ale zabrałam swój egzemplarz (zamówiony jeszcze w przedsprzedaży – po lekturze „I jak tu nie biegać!” byłam pewna, że można brać w ciemno ;)) bez większej nadziei na powodzenie. Myślałam, że gdy dotrzemy na miejsce po prostu Jej już tam już nie zastaniemy. Tymczasem spotkała nas miła niespodzianka 🙂

 „I jak tu nie jeść!” i autograf Beaty Sadowskiej

Na Expo odwiedziłyśmy także foto-budkę oraz dałyśmy się namówić na zielony koktajl a ja kupiłam sobie jeszcze bransoletkę z zawieszką (mam do nich słabość:)) na stoisku Biżuterii Sportowej.

W niedzielę rano tradycyjnie umowiłam się z Bratem na wspólny dojazd na miejsce zawodów. Dla biegaczy przejazd komunikacją miejską w Warszawie był tego dnia darmowy. Za bilet służył numer startowy.

Numer startowy służył mi za bilet
 
Na stacji Metro Świętokrzyska prawie puste wagony podziemnej kolejki wypełniły się biegaczami po brzegi. Na twarzach niebiegajacych pasażerów, będących w zdecydowanej mniejszości, można było zobaczyć pewną konsternację 😉
Tym razem postanowiłam wystartować w oficjalnej koszulce biegu.
 Melduję się na miejscu 🙂
 
Start obydwu niedzielnych biegów był o tej samej porze. Strefy startowe maratończyków i biegnących na 10 km były ustawione równolegle do siebie. Jedni i drudzy biegacze pozdrawiali się wzajemnie i oczekiwali na sygnał do startu.
 
Widok na strefy startowe
 W momencie startu w niebo poszybowały biało-czerwone baloniki
 Linia startu coraz bliżej…
 
Na początku było trochę ciasno, ale stopniowo rozluźniało się na trasie i znalazłam swoje miejsce wśród biegaczy. Dopiero potem na zdjęciach z biegu zobaczyłam, że na trasie było naprawdę duuużo biegaczy.
 
Już jakiś czas wcześniej postanowiłam, że na tym biegu rozprawię się z godziną. Pacemaker biegnący na 1:00:00 początkowo był w zasięgu mojego wzroku, jednak stopniowo oddalał się wraz z grupką towarzyszących mu biegaczy, by w pewnym momencie zniknąć zupełnie.
 
Zwykle na biegach 5 i 10 km biegnę wolniej na początku, a potem, gdy już się porządnie rozgrzeję i rozbiegnę, przyspieszam. Zawsze się boję, że dam się ponieść tłumowi, „zagotuję się” na wstępie, a potem nie dam rady dobiec do mety. Biegnę więc sobie zachowawczo, czasami może nawet zbyt zachowawczo, ale co tam! Czas nie jest zwykle dla mnie bardzo istotny, choć cieszę się, gdy uda mi się poprawić swoją „życiówkę”. Czasami w trakcie biegu wolę chłonąć atmosferę, cieszyć oczy widokami na trasie, niż walczyć o każdą sekundę. Co prawda nawet ja już się nauczyłam, że w biegach na 5 km nie ma czasu na zbyt spokojny start, od razu trzeba ruszyć tempem zbliżonym do zakładanego na dany czas, bo bieg trwa za krótko, żeby potem nadrobić początkowe straty. Po Biegu Niepodległości na 10 km też wyciągnęłam cenną naukę, że jeśli się decydować na szybszy bieg, to też należy to zrobić odpowiednio wcześnie 🙂 Wtedy nie udało mi się złamać godziny, choć ostatnie 2 km to w porównaniu do początkowego tempa biegu pędziłam na złamanie karku 😉 Zresztą Endomondo wciąż jako mój najszybszy kilometr pokazuje właśnie końcówkę tamtego biegu;)
 
Mądrzejsza więc o to doświadczenie, w trakcie biegu kierowałam się wskazaniami mojego zegarka. Właściwie przez przypadek ustawiłam wyświetlacz na średnie tempo, a nie tempo bieżące, ale jak się okazało było to bardzo dobre posunięcie 🙂 Kiedy się zorientowałam w pomyłce, już, już miałam przestawić zegarek, ale wtedy doznałam olśnienia! Żeby ukończyć bieg z czasem poniżej 1 h, to zegarek musi wskazywać średnią wartość poniżej 6 minut/km. Bardzo mnie więc cieszyło, że pokazywana na wyświetlaczu wartość stopniowo zbliża się do tych upragnionych 5:59 min/km 🙂 6:14, 6:13, 6:10, 6:07, 6:05… Pomagało mi też to, że trasa biegu była mi znana m.in. z 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego, gdyż częściowo się z nią pokrywała.

 

Od ok. 5-6 km czułam, że „coś” się dzieje w środkowej części spodu prawej stopy i że nie jest to nic dobrego… Od 7 km czułam już wyraźnie ból. Ale bardzo chciałam złamać tę godzinę i czułam że naprawdę mam szansę to zrobić.

Kiedy przekroczyłam 8 km i zobaczyłam Stadion Narodowy z bliska, wiedziałam że się uda, że mam jeszcze siły żeby utrzymać odpowiednie tempo do mety. To było super uczucie! Jakby nogi same niosły! Trasę od Mostu Świętokrzyskiego doskonale pamiętałam z poprzedniego dnia (finisz marszobiegu był w tym samym miejscu) i wiedziałam, że już za chwilę będzie meta. Jeszcze tylko okrążyć Stadion!

Starałam się nie myśleć o tym, że coś mnie boli. Właściwie to chyba nawet przestałam czuć ból. Skupiłam się na gonieniu zajączka… w osobie pacemakera na 1:00:00, bo znów pojawił się w zasięgu mojego wzroku.

Kiedy go wyprzedziłam na ostatniej prostej, to miałam już niemal pewność że się udało 🙂 Za metą mój zegarek pokazał czas 00:59:15 (sekundę więcej niż czas oficjalny).

Uff! Udało się! 🙂
 
Jeszcze w strefie medalowej poprosiłam inną Uczestniczkę biegu (którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam :)) o zrobienie zdjęcia. Pani poprosiła mnie zresztą o to samo. Mam jednak nadzieję, że w roli fotografa wypadłam lepiej, niż Ona 😉 W każdym razie, gdy zobaczyłam te zdjęcia uśmiechnęłam się od ucha do ucha 😀 Nie byłam zła. W końcu to moje nogi grały w tym biegu główną rolę 😉
 
 Zdjęcie w strefie medalowej. Element najważniejszy dla biegacza uwieczniony 😉
Dopiero po chwili prawa stopa przypomniała mi o sobie 😉 Tak jak podejrzewałam już w trakcie biegu, pojawił się na niej piękny pęcherz. Mój pierwszy biegowy bąbel 😉 Obstawiam że zawiniły skarpetki. Dopasowane, ale zwykłe, bawełniane, nie funkcyjne (przetestowane co prawda wcześniej na 5 km) w połączeniu z wodą na trasie.
 
 Cena życiówki 😉
 
Po odebraniu depozytu odstałam jeszcze z Bratem prawie 1,5 h (!) w kolejce do namiotu, w którym można było wygrawerować na medalu swój czas. Ponieważ był to pierwszy bieg na 10 km, w którym nie zobaczyłam 1 h z przodu, zależało mi na tym grawerze. Robiło mi się coraz zimniej, zaczął znowu kropić deszcz i marzyłam już tylko o ciepłym prysznicu. Jednak mimo zimna i bólu stopy z uśmiechem na ustach wróciłam do domu 🙂

 

Medal 🙂
 
Przepowiednia? 😉
 

[Poradnik biegacza] 

Ponieważ w sobotę 2.05 miałam start w półmaratonie w Sopocie, chciałam żeby pęcherz jak najszybciej przestał mi dokuczać. 
W poniedziałek, choć ze stopą było już znacznie lepiej, niż bezpośrednio po niedzielnym biegu, pobiegłam do apteki i kupiłam plastry Compeed na pęcherze (te duże, na piętę). Po naklejeniu plastra mogłam już normalnie chodzić i nic mnie nie bolało. We wtorek biegałam na treningu 😉 
Kiedy pakowałam się na wyjazd do Sopotu, miałam tylko dylemat odnośnie butów – czy zabierać je na półmaraton, czy może wybrać inne, w których już pokonałam ten dystans bez szwanku. Pęcherz przytrafil mi się w biegu na 10 km, a teraz do pokonania miałam przecież ponad 21. W #adistar #boost biega mi się jednak tak lekko, że postanowiłam zaryzykować 🙂
Ilość płynu w pęcherzu się zmniejszyła, jednak mały bąbel nadał na stopie był, w czwartek wieczorem przed wyjazdem przebiłam więc pęcherz (bo nie zrobiłam tego od razu) zdezynfekowaną igłą. Chyba jednak lepiej zrobić to od razu, choć zdania na temat przebijania pęcherzy są podzielone 😉 Ilu biegaczy, tyle sposobów na tę dolegliwość 🙂 Rano zabezpieczyłam miejsce po bąblu zwykłym plastrem.
W sobotę rano przed biegiem nakleiłam na nie nowy plaster na pęcherze, który tworzy na stopie taką ochronną poduszeczkę. Na lewej w analogicznym miejscu nakleiłam zwykły szeroki plaster. I na szczęście obyło się już bez pęcherzy 😉 Relację z biegu w Sopocie znajdziesz: tutaj.

 
#owm #biegna10km #biegoshee

Biegowe podsumowanie: Rocznica :)

Dzisiaj mija dokładnie rok od mojego pierwszego treningu biegowego. 19.05.2014 rozpoczęła się moja przygoda z bieganiem. Co się zmieniło przez ten czas?

Po pierwsze, poprawiła się moja kondycja. Chęć poprawy formy była, obok chęci rozprawienia się z nadprogramowymi kilogramami, moją główną motywacją. Waga spadła o 11 kg. Nadal nie jest idealnie, ale pracuję nad tym 🙂

Moja biegowa metamorfoza – 74 kg vs. 63 kg 😉

Jak to się wszystko w ogóle zaczęło, to najlepiej przeczytać na stronie o mnie 🙂

Teraz trochę liczb 🙂

W ciągu tego roku przebiegłam (wg mojego Endomondo) 817 km, co zajęło mi 4d:06g:08m 🙂
Wzięłam w tym czasie udział w 27 zawodach biegowych – 14 w 2014 roku i (jak do tej pory) 13 w 2015.

Pierwszy start w zawodach: 29.06.2014 r. Samsung Irena Women’s Run (dystans: 5 km, czas: 00:35:05, miejsce open: 1487). Na edycję 2015 jestem już dawno zapisana. Mam do tego biegu duży sentyment 🙂 Relacja z pierwszej edycji: tutaj.

 Ja i mój pierwszy biegowy medal 🙂

Najdłuższy pokonany do tej pory dystans to 21,0975 km, czyli półmaraton. Zrobiłam to nawet dwukrotnie – pierwszy raz startując w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim i drugi raz w 1. PKO Półmaratonie w Sopocie. Myślę, że powtórzę start na tym dystansie w tym roku chociaż jeszcze raz 🙂

Mój biegowy rok. W maju 2015 mam na chwilę obecną wybiegane 45 km.
 
Najwięcej kilometrów (106 km) wybiegałam w październiku. Jak do tej pory jest to jedyny miesiąc w którym przekroczyłam liczbę 100. Udało mi się o dzięki wyzwaniu 100 km w miesiąc, jakiego się wtedy podjęłam.
 
Moje wyniki sportowe:
Najszybszy kilometr: 00:03:25 (tak zeznaje moje Endomondo)
Test Coopera (12 min): 2,43 km (jw.)
5 km (oficjalny): 00:27:24, Grand Prix City Trail Warszawa VI
10 km (oficjalny): 00:59:14, Orlen Warsaw Marathon – Bieg OSHEE
15 km (oficjalny): 01:34:38, XXXII Bielański Bieg Chomiczówki
21,0975 km (oficjalny): 02:21:32, 10. PZU Półmaraton Warszawski

 

Postawiłam przed sobą nowe cele:
start w duathlonieDuathlon Maków Mazowiecki
Od wczoraj mam nowy rower, dzięki któremu będę w stanie o wiele lepiej sprostać temu wyzwaniu.  Wiem, że rower za mnie nie pojedzie, więc teraz poza treningami biegowymi, będą także treningi rowerowe. Jeszcze nie wiem kiedy je wcisnę w swój plan dnia, ale coś wymyślę 😉

 Rower Liv Thrive

 

start w maratonie37. Maraton Warszawski
Mam dużo pokory przed królewskim dystansem, ale wierzę że z pomocą mojego Trenera dam radę odpowiednio się do tego startu przygotować. Celuję w wynik pomiędzy 4 a 5 h. Bardzo chciałabym żeby mieć na mecie czas zbliżony bardziej do 4 niż do 5h, ale zobaczymy 😉 Zdecydowałam się na start w maratonie jako biegacz charytatywny. Prowadzę więc zbiórkę pieniędzy na podopiecznych Fundacji „Dzieci Niczyje” w ramach akcji #BiegamDobrze. Pakiet startowy otrzymam, gdy zebrana przeze mnie kwota na rzecz Fundacji przed 15.08 wyniesie minimum 300 zł. Jeśli możesz, jeśli chcesz wesprzyj proszę moją zbiórkę: https://rejestracja.maratonwarszawski.com/pl/charity/221 Pomożesz w ten sposób chronić dzieci przed przemocą i wykorzystywaniem.

Tuż przed rocznicą zaliczyłam swój pierwszy parkrun. Zarejestrowałam się już jakiś czas temu, ale jakoś się nie udawało dotrzeć w sobotę o 9:00 do jednego z parków, w którym organizowane są te biegi. Na szczęście udało się to zmienić! Bardzo podobało mi się na pierwszym biegu i na pewno nie będzie on ostatnim. Więcej można przeczytać: link.

Co jeszcze? Na Endomondo utworzyłam rywalizację ZabiegAnna Drużyna. Aktualnie dołączyło do niej 246 osób, z których 240 ma wybiegane jakiekolwiek kilometry. Zapraszam i Ciebie, żebyś do dołączył/a i biegał/a razem ze mną, jeśli tylko masz taką ochotę 🙂 Tak naprawdę nie o rywalizację, a o wzajemną motywację chodzi. Razem jest przecież łatwiej! Myślę, że jestem dobrym przykładem na to, że warto biegać i że można coś w swoim życiu zmienić na lepsze. Zapraszam także do społeczności w Google+: https://plus.google.com/communities/116027492230341271695 Tylko uwaga (!) – bieganie wciąga 😉

Mnie jak widać wciągnęło:) Wytrwałam w bieganiu rok, nie odpuszczając nawet zimą. Wiem, że nie była zbyt ostra w tym roku, ale i tak uważam to za swój mały sukces 🙂 Wstrzymałam treningi jedynie z powodu zabiegu usunięcia pęcherzyka żółciowego. Cóż, siła wyższa 😉

Co mi daje bieganie? Radość, satysfakcję, większą pewność siebie, nowe znajomości, chęć do dalszej pracy nad sobą. Choć nie biegam dla wyników, w takim sensie, że liczy się dla mnie każda urwana sekunda, to chcę się w bieganiu rozwijać, poprawiać. Nie, nie marzę o staniu na pudle, zresztą pewnie i tak nie byłoby to nigdy możliwe 😉

Dla mnie każdy bieg to osobiste zwycięstwo nad sobą, nad swoim lenistwem, nad słabością. Bieganie daje mi możliwość (o ironio;)) zatrzymania się na chwilę w codziennym pędzie. Mam czas żeby coś przemyśleć, żeby złapać dystans, żeby się zatrzymać i popatrzeć na piękne niebo o zachodzie słońca, nacieszyć oczy zielenią, kontaktem z naturą… To coś więcej niż przebieranie nogami dla lepszej kondycji. Cieszę się, że rok temu odważyłam się wkroczyć na biegową ścieżkę 🙂

A do tego wszystkiego zostałam blogerką 🙂 Wiem, że moje blogowanie, które niektórych pewnie śmieszy, pomaga innym zmienić siebie. I dlatego nie zamierzam przestawać rozwijać się i na tym polu. Bogatsza o rok doświadczenia, będę się dalej dzielić swoją pasją z Innymi 🙂 Zapraszam też na moją stronę na Facebooku: www.facebook.com/zabieganna

A na koniec trochę zdjęć 😉

12.07.2014 III Bieg Morskie Oko (5 km)
 
26.07.2014 XXIV Bieg Powstania Warszawskiego (5 km)

07.09.2014 Bieg Serca (25×400 m)

21.09.2014 Bemowski Bieg Przyjaźni – Bieg Przodowniczek Pracy (5 km)
 
 28.09.2014 Bieg na Piątkę (5 km)

05.10.2014 Biegnij Warszawo  (10 km)
 
19.10.2014 I Bieg Instytutu Lotnictwa (5 km)
 
11.11.2014 Bieg Niepodległości (10 km)

22.11.2014 9. Bieg ENTRE (10 km)

06.12.2014 Świąteczny Bieg Mikołajkowy
 
 03.01.2015 III Bieg Noworoczny (8 km)

fot. TomTom
 
11.01.2015 9. Bieg Policz się z cukrzycą (5 km)
  
13.01.2015 On the run (5 km)
 
18.01.2015 XXXII Bielański Bieg Chomiczówki (15 km)
 
15.03.2015 Cykl City Trail Warszawa 
 
 22.03 Chęć na Pięć w Lublinie (5 km)
 
29.03.2015 10. PZU Półmaraton Warszawski – debiut na 21,0975 km
 
11.04.2015 Wieliszewski Crossing – WIOSNA (12,5 km)
 
26.04.2015 Orlen Warsaw Marathon – Charytatywny Marszobieg (4,6km) i Bieg OSHEE (10 km)
 
02.05.2015 PKO Półmaraton Sopot
 
16.05.2015 parkrun Warszawa-Praga (5 km) – pierwszy parkrun

 #bieganie #treningbiegowy

Rower: European Cycling Challenge 2015

 Jeździsz na rowerze do pracy/szkoły/sklepu/znajomych etc.? A słyszałeś już o European Cycling Challenge? Nie? To najwyższa pora to nadrobić!

 

European Cycling Challenge 2015ECC2015 jest rywalizacją między zespołami miast złożonymi z rowerzystów, która się odbywa w dniach 1-31 maja 2015 r. Rywalizacja jest otwarta dla każdego mieszkańca uczestniczących miast oraz osób dojeżdżających do nich do pracy/szkoły/na uczelnię lub w innym celu. Z polskich miast są to: Gdańsk, GdyniaŁódź, Warszawa i Wrocław.

Aby wziąć udział w ECC2015, dołącz do zespołu swojego miasta zakładając swój profil na stronie rywalizacji (link), zainstaluj darmową aplikację Cycling365 w swoim smartfonie i za jej pomocą rejestruj podróże rowerowe. Podróże można również zarejestrować poprzez stronę internetową importując plik w formacie .gpx lub wprowadzając trasę ręcznie. Można więc uzupełnić o przejazdy, które odbyło się pierwszej połowie maja 😉

UWAGA! Liczą się podróże, w których rower może zastąpić inny środek transportu (np. samochód, motorower) w trakcie dojazdów. Przejazdy rowerem w celach sportowych nie liczą się w rywalizacji.

Ja już dołączyłam i wspieram Warszawę, która w ubiegłym roku wygrała tę rywalizację. Aktualnie prowadzi Gdańsk, drugie miejsce zajmuje Wrocław a trzecie Warszawa. Na czwartym miejscu jest Rzym. Czyli polskie miasta królują w rankingu 🙂

W rywalizacji można również dołączyć do poszczególnych zespołów utworzonych w ramach drużyny głównej, czyli miasta które się wspiera. Ja dołączyłam do drużyny Rowerowy Świat i Bemowiacy.

 Ty też dołącz teraz i baw się dobrze! 🙂

‪#‎ECC2015‬ ‪#‎ECC‬ ‪#‎EuropeanCyclingChallenge‬ ‪#‎rower‬ ‪#‎komunikacjamiejska

Zawody biegowe: Jak nakręciłam się na parkrun w maju

Na stronie parkrun* zarejestrowałam się już jakiś czas temu, ale „logistyka” do tej pory była zbyt skomplikowana. Obiecałam sobie jednak, że gdy tylko będzie cieplej, to się wreszcie wybiorę. I tak dzisiaj rano przejechałam się tramwajem 45 min żeby sobie pół godziny pobiegać 😉

 
W ramach akcji „Nakręć się na parkrun w maju” można było dzisiaj przynieść nakrętki od butelek, a że zbieram je profilaktycznie, bo może się zawsze znaleźć ktoś kto ich będzie potrzebować, zabrałam ze sobą torbę pełną tychże i „z pewną dozą nieśmiałości” ruszyłam do Parku Skaryszewskiego na parkrun Warszawa-Praga.
 
Oficjalna zbiórka jest pod Pomnikiem Żołnierzy Armii Radzieckiej o godz. 8:45, gdzie znajduje się także meta biegu (na nieco oddalone miejsce startu, koło siłowni plenerowej, uczestnicy udają się wspólnie). Można tam też zostawić swoje rzeczy, choć ja nie będąc pewna czy jest taka możliwość przezornie zabrałam dzisiaj ze sobą tylko to w/z czym mogłam biec. Ostatnio kupiłam sobie nową kolorową (oczywiście w różowych odcieniach :)) sportową saszetkę, do której zmieściłam wszystkie potrzebne rzeczy. Łącznie z małą wodą i z moim kindelkiem. Można więc powiedzieć, że biegłam dziś z całą (no, prawie;)) biblioteką. Coś dla ciała, coś dla ducha 🙂 2×45 min czytania to w moim zabieganym dniu naprawdę luksus 😉

Udział w biegu jest bezpłatny, trzeba jedynie pamiętać, aby na bieg zabrać ze sobą swój Indywidualny Kod Uczestnika, nadawany podczas rejestracji (który można wydrukować samodzielnie lub kupić na stronie www.kodyparkrun.pl w formie plastikowych kart i/lub zawieszek do kluczy wspierając inicjatywę parkrun) oraz pobrać po przekroczeniu mety zwrotny token i podejść z nim do wolontariusza, który skanuje kody. Na podstawie tych odczytów opracowywane są wyniki końcowe biegu.

 
Na miejsce przybyłam ok. 8:30. Trochę było pusto, ale szybko zaczęło przybywać biegaczy. Pewnie sporo osób już się wtedy rozgrzewało truchtając po parku. Ja przyznaję się bez bicia, że dzisiaj ten element nieco zaniedbałam, bo wdałam się w sympatyczną rozmowę z innym debiutującym dziś w parkrunie uczestnikiem, Sławkiem.
 
Pierwsze okrążenie pokonaliśmy wspólnie, ale potem się rozdzieliliśmy, bo to pierwszy sezon biegowy Sławka i na razie jeszcze biega marszobiegiem. Trochę miałam z tego powodu wyrzuty, ale nogi same niosły, więc co zrobić ;P
 
I tak po 2,5 okrążeniach pierwszy parkrun Warszawa-Praga był za mną 🙂 Na pewno nie ostatni!

Parkrun to wspaniała inicjatywa. Poza tym, że można pobiegać po pięknym parku, to można jeszcze poznać ciekawych ludzi z tą samą biegową pasją 🙂

Parkrun to wiecej niż bieg. To społeczność. Jest się znacznie mniej anonimowym niż w trakcie innych zorganizowanych biegów i mi to akurat pasuje. Jeśli się wahasz lub szukasz biegowego kompana to zachęcam – przyjdź na parkrun, nie będziesz żałować 🙂
 
Może następnym razem przyjadę rowerem 🚲? Przed Duathlon Maków Mazowiecki będzie jak znalazł 😉
 
 
Pierwszy parkrun za mną. Uzyskany czas: 00:28:40. Miejsce 72/87 uczestników 104. parkrun Warszawa-Praga 🙂
 fot. S. Nowakowski
 
PS. Dobrze że od zakończenia biegu do momentu pstryknięcia fotki upłynęło trochę czasu, bo inaczej byłabym dokładnie w kolorze mojej koszulki i butów #adistar #boost od SklepBiegowy.com. Choć swoją drogą ten kolor jest śliczny 😉
 
*parkrun to cykliczne i bezpłatne biegi na dystansie 5 km z pomiarem czasu organizowane w każdą sobotę o 9.00 rano. Biegi parkrun przeznaczone są dla każdego bez względu na biegowy staż, uzyskiwane rezultaty czy też wiek.
Udział w biegach jest bezpłatny na podstawie jednorazowej rejestracji w systemie parkrun. Uzyskany kod uczestnika pozwala na udział w dowolnej liczbie biegów, w dowolnej lokalizacji parkrun na świecie. Uzyskane rezultaty zapisywane są w profilach uczestników i przesyłane na ich adres poczty elektronicznej.
parkrun to inicjatywa o zasięgu międzynarodowym. Biegi parkrun rozgrywane są niemal na wszystkich kontynentach i skupiają setki tysięcy biegaczy amatorów. Rejestracji można dokonać: tutaj.
Źródło: www.parkrun.pl
 
#parkrun #biegna5km #biegpoparku #sklepbiegowy #adistar #boost #adidas