Lektury w biegu: I jak tu nie biegać! Beata Sadowska – recenzja książki

Beatę Sadowską cenię i lubię oglądać na wizji od dawna. Będę pisać per Ty, bo członkowie jednej rodziny, nawet tej biegowej, mogą sobie mówić po imieniu. Poza tym obstawiam, mam nadzieję słusznie, że się nie obrazi;) 

Wiedziałam, że Beata biega, że ma na koncie starty w maratonach i że biegała nawet będąc w ciąży. Kiedy sama zainteresowałam się bieganiem i szukałam ciekawych pozycji książkowych o bieganiu, w oczy (no bo nie w ręce, jako że szukałam w internecie;)) wpadła mi Jej książka “I jak tu nie biegać!”.
Nie taki ebook straszny

Kupiłam ebooka, bo już jakiś czas temu przerzuciłam się na tę formę wydawniczą. Nie dlatego, że uważam ją za lepszą. Przeciwnie, nic nie zastąpi kontaktu z “żywą”, pachnącą drukiem książką, przewracania stron, walki z pokusą by nie zajrzeć na tę ostatnią (w czytniku ebooków też niby można, ale trzeba się naklikać;)). Co więcej, w samolocie przy starcie/lądowaniu nie można czytać (choć nawet obiło mi się ostatnio o uszy, że ma się coś zmienić odnośnie korzystania z urządzeń elektronicznych w tym środku transportu, ale empirycznie nie doświadczyłam) i… nie ma jak wziąć autografu od autora (chyba że na etui czytnika;)). Ebooki są dla mnie po prostu bardziej praktyczne – bo książki lubię mieć na własność, a na ich przechowywanie mam ograniczoną ilość miejsca (mieszkanie na kredyt, więc raczej małe;)). Czytnik zajmuje miejsca tyle co jedna niezbyt duża książka, a komputer i tak posiadam. No, ale nie o wyższości książek nad ebookami lub odwrotnie miałam pisać….;)

Mamy coś wspólnego
Dzięki lekturze książki miałam okazję poznać jej Autorkę bliżej. Mamy z Beatą nawet coś wspólnego – przekonanie o tym, że bieganie działa korzystnie na krążenie:) Biegam znaaacznie krócej od Beaty, ale podobnie mam wrażenie, że zimno nie dokucza mi tak jak wcześniej. A byłam strasznym zmarźluchem (właściwie to, obiektywnie rzecz ujmując, nadal jeszcze jestem zmarzluchem, ale na pewno mniejszym). I podobnie jak Ona zastanawiam się, czy to fakt, czy też tak tylko mi się wydaje i że to może jedynie siła sugestii i zmiana istniejąca wyłącznie w mojej głowie. Prawdziwa, czy nie – i tak tę zmianę lubię:)

Jednak się różnimy
Co nas różni? A np. to, że nigdy nie byłam sportowym typem, na w-fie raczej byłam średniakiem, podczas gdy Beata była aktywna od dziecka, najlepsza z w-f-u, trenowała nawet lekkoatletykę. Tylko to trenowanie sprawiło, że po drodze zgubiła radość biegania, tak bardzo, że w którymś momencie postanowiła, że już nigdy więcej nie będzie biegać. I jak pisze, od tamtej pory robiła wszystko, żeby tylko nie biegać, powtarzając nawet, że tego nienawidzi. Ale jak wiadomo, życie pisze najróżniejsze scenariusze, lubi płatać nam figle i po latach nienawiść przerodziła się w miłość. Od drugiego wejrzenia można powiedzieć. I całe szczęście, bo teraz tą reaktywowaną miłością może zarażać innych:)

Właściwa recenzja książki
Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i lekko. W trakcie lektury poprawiał mi się humor, dostawałam zastrzyk pozytywnej energii i nabierałam ochoty, żeby wyjść pobiegać. Bo i jak jej tu nie mieć, kiedy w książce dużo jest zdjęć pięknych miejsc, w których miała szczęście biegać Beata. Nawet w mojej czarno-białej ebookowej, epapierowej wersji zdjęcia oddają ich urok. Pustynia Atakama (Chile), Lofoty (Norwegia), czy Park Skaryszewski (Polska;))… Z nich wszystkich Park Skaryszewski (leżący co prawda na innym niż mój brzegu Wisły) wydaje się być najbardziej osiągalny, choć jeszcze w nim nie byłam. Pewnie się kiedyś tam wybiorę, bo Beata zaszczepiła we mnie ciekawość tego miejsca.

W książce, poza opisem osobistych biegowych przeżyć, doświadczeń, przemyśleń i przygód Beaty, znalazły się porady trenera Kuby Wiśniewskiego, medalisty Mistrzostw Polski w biegu na 3000 m z przeszkodami, współpracującego m.in. z miesięcznikiem Runner’s World. Porady spisane zostały w formie wywiadu. Od tego jak wybrać podstawowy sprzęt biegacza, czyli buty, po przygotowania do maratonu – wszystkie podane są przystępnie, czytelnikowi pozostaje tylko je stosować:)

Jak Beata sama napisała na swojej stronie beatasadowska.com – “To książka o radości biegania. O frajdzie, przyjemności, endorfinach. O tym, że każdy może. Wystarczy chcieć. I pójść na pierwszy trening. O bieganiu z psem. I bieganiu w ciąży. O biegowych porankach. I najpiękniejszych maratonach na świecie”. I dokładnie taka jest ta książka. Osobista, autentyczna, szczera. Fajna po prostu:)

Opis udziału w maratonach, których Beata ma na koncie kilkanaście, tylko utwierdził mnie w postanowieniu, żeby kiedyś zmierzyć się z królewskim dystansem. I też trochę wzruszył. Przypomniał mi moje emocje z przekraczania mety z pierwszych biegów, w których brałam udział.

Podsumowując: i jak tu nie biegać! i jak tu nie czytać?!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *